Chapter I

"Its raining whole day...



Prolog

Cała ta historia zaczęła się jakoś... 18 lat temu, a dokładniej mówiąc w roku 2621, 21 dnia w miesiącu maj. Miasto Sunnyville znane było ze swojej bardzo żywej atmosfery. Gdzie by nie zerknąć, gdzie by Cię nogi nie poniosły, wszędzie znajdziesz uśmiechniętych i życzliwych ludzi, wszędzie stragany, malowidła, straż pilnująca mieszkańców oraz szlachta przechadzająca się między ludźmi, która niekiedy pomagała tym uboższym. Gdyby sięgnąć do utworów minionych epok, można by rzec, że jest to "utopia", której tak wielu natchnionych pisarzy pragnęło. Sunnyville było znane głównie ze swojej szczycącej się na całe królestwo Rasharoth [Raszarot] różnorodności handlowej. W tym mieście można było kupić wszystko, poczynając od taniego jedzenia upolowanego gdzieś za murami miasta, a kończąc na uzbrojeniu najwybitniejszych kowalów w królestwie. Rocznie odwiedzało go miliony kupców z całego świata, nie tylko dla przedmiotów, których nie można było zdobyć nigdzie indziej, plotki mawiają, że nigdy nie panuje tam zła pogoda, nawet gdy jest burza, słońce widnieje na niebie aby ogrzać serca mieszkańców. Ogromna ilość środków wypoczynkowych wyposażonych w gorące źródła w połączeniu z cudownym i jakże ciepłym słońcem była główną atrakcją oraz środkiem utrzymania tego miasta. Sam wielokrotnie korzystałem z usług tego miasta, z prostej przyczyny - miasto to było moją ojczyzną. Lecz wszystko zmieniło się tego dnia, właśnie tego feralnego 21 maja 2621 roku... W centrum tegoż majestatycznego miasta, jak zwykle tętniło życie napędzane ciepłymi promieniami słonecznymi. Mimo, że był wczesny ranek, to handel jak zwykle kręcił się w najlepsze. Nikt nie spodziewał się tego, co miało nastąpić około godziny 5 nad ranem. To właśnie ta godzina wywróciła spokojne życie mieszkańców tego miasta do góry nogami. Wszystko rozpoczęło się od zimnego podmuchu wiatru, który przeszył serca mieszkańców grozą. Wszyscy poczuli niepokój, jakby sam szatan wyszedł z piekła na powierzchnię ziemi. Następnie niebo, które wcześniej było czyste jak łza bogini przeszył paskudny mrok, chmury zebrały się nad miastem i zaczął padać przeszywająco zimny deszcz. To był pierwszy raz od tysiąca lat, gdy w mieście Sunnyville, nie było widać słońca. W tamtym momencie nikt nie miał pojęcia co było przyczyną tego wydarzenia - wszyscy uznawali, że to chwilowe i z czasem przejdzie, lecz mijały godziny, dni, tygodnie a nawet miesiące i lata - deszcz nie ustawał. Rada miasta nie wytrzymała, zwrócili się po pomoc, ku "15 wyniesionym" - była to grupa najsilniejszych wojowników w całym królestwie Rasharoth, ich zasługi ciągnęły się bez końca - mówi się, że na jednego z nich przypadało 10 tysięcy magicznych elitarnych żołnierzy. Ich potęga nie znała granic. A numer każdego z nich określał ich boską siłę. Numer 1 miał moc bliską boskiej. Rada Sunnyville poprosiła o pomoc w rozwikłaniu problemu, 15 najwyższych nie zastanawiało się długo i zaintrygowani tą sprawą postanowili przyjrzeć się bliżej zaistniałemu zjawisku. Spędzili 10 lat na badaniu tego zjawiska. w międzyczasie większość mieszkańców się wyprowadziła, zostali tylko najbiedniejsi. Handel już tam nie kwitł, zabrakło również uśmiechów, straganów czy szlachty pomagającej uboższym - na to miejsce pojawili się jednak złodzieje, mordercy i gwałciciele. Miasto stało się ruiną omijaną przez kupców i rozsądnych ludzi. Od początku całego tego zamieszania minęło łącznie 18 lat i w końcu udało im się odnaleźć przyczynę. Na wzgórzu na obrzeżach miasta, znajdowało się osiedle potocznie zwane slumsem. Z pewnej chatki codziennie o godzinie 5 nad ranem wydobywała się demoniczna aura, to właśnie ona została dostrzeżona przez jednego z wojowników. Wtargnęli oni na posesje i spojrzawszy na dziewczynkę siedząca na łóżku razem z mamą poczuli pierwszy raz w swoich sercach strach. Mimo to, ruszyli do przodu odpychając domagającego się wyjaśnień ojca i nic nie mówiąc wydarli dziewczynkę z silnego objęcia matki. Rozerwali jej cudowną lnianą koszulkę w kwiatuszki, szytą ręcznie przez jej świętej pamięci babulkę i odgonili włosy z karku.
-Nie wierzę. To niemożliwe. - zaniemówiła wojowniczka Anastasia (Numer 7) - Symbol Azazela, "6 wrota piekieł" - kolejne dziecię chaosu. - Zabrali dziewczynkę ze sobą, zrozpaczeni rodzice biegli za wojownikami krzycząc w rozpaczy "Kasiu!!!!", lecz poirytowani tym faktem wojownicy skrócili o głowę oboje rodziców mówiąc przy tym - "Herezja w naszym królestwie karana jest śmiercią, a wy przechowywaliście klucz do zniszczenia świata." po czym odeszli. Ruszyli w stronę pałacu królewskiego w Rasharoth, lecz chmury i okrutny deszcz ciągnął się za nimi, gdyż mieli ze sobą dziewczynkę. Minęły dwa dni, wojownicy dotarli do stolicy i została zwołana konferencja w pałacu królewskim, w której wzięły udział wszystkie najważniejsze głowy i Rada miasta Sunnyville, byłem tam również ja. Szybko i zwięźle została przedstawiona nam sytuacja - nastała wrzawa i krzyki "Zabić ją! Spalić! Cokolwiek! Nie pozwólcie temu żyć!" - sam król Artas wydał wtedy rozkaz - "Wyprowadzić za granice królestwa i pozbawić życia" po czym wstał i zaczął kierować się ku wyjściu. Wtedy wstałem ja i zapytałem - "Mogę na chwilkę przerwać?" - nastała cisza.
- Czegoż chcesz Numerze 1? - Tak. to ja byłem numerem jeden pośród 15 wojowników. Teraz w końcu się o tym dowiedziałaś. -
- Chciałbym porozmawiać z tą dziewczynką zanim zostanie stracona - wszyscy spojrzeli na mnie jak na wariata, lecz król machnął ręką i powiedział - "rób co chcesz, masz pięć minut". Wziąłem dziewczynkę ze sobą i odeszliśmy kawałek na bok. Jej oczy były puste, przygotowane na śmierć. Przyklęknąłem wtedy na kolano, przystawiłem usta do jej ucha i powiedziałem - "wiem czym jesteś i wiem skąd jesteś - jesteś taka sama jak ja, dlatego nie pozwolę Cię stracić. Sprawię, że zaczniesz swoje życie na nowo zachowując swoje obecne ciało i niestety wspomnienia. Lecz dam Ci wskazówkę, po tym świecie kroczy jeszcze jeden taki jak my - jest moim synem, również jest dzieciem szóstej bramy, lecz jego moc przeraża nawet demonicznego pana. Gdy go kiedyś odnajdziesz, nie pozwól mu, żeby zawładnęła nim furia - wtedy zarówno ten, jak i podziemny oraz niebiański świat zostaną stracone. Tylko Ty masz moc go okiełznać, lecz również masz w sobie klucz, a mój syn jest skrzynią. Gdy wybierzesz drugą opcję będziecie zdolni zniszczyć wszystko co jest teraz i stworzyć swój własny świat, niestety niesie to za sobą katastrofalne skutki, o których nie mam teraz czasu Ci wspominać. Wybór będzie należał do Ciebie. Na pytania czym jest "szósta brama" i wiele innych pytań odpowie Ci on. jestem tego pewny, że też będzie Cię szukał - ponieważ szuka Cię już od 18 lat i mam zamiar trochę mu pomóc. A teraz żegnaj i żyj nowym życiem". Powiedziawszy to wszystko, na twarzy uprzednio zrozpaczonej dziewczynki pojawił się promyk nadziei. Uśmiechnąłem się do niej ciepło i przyłożyłem palec do ziemi mówiąc "Setha hile da vo ma nesta, sora no komo ui to wanusu imai." - co znaczy tyle "Mrok pochłonie wasze wspomnienia, a Ciebie dziecie niech chroni przykazanie szóstej bramy". W tamtym momencie nastąpił błysk - ja wróciłem do szóstej bramy a dziewczynka zaczęła nowe życie. Cały świat zapomniał o wydarzeniu z 21 maja 2621 roku tak jakby to nigdy nie miało miejsca, a przykazanie nałożone na nią pozbyło się jej klątwy deszczu. Teraz pozostało jej odkrywać życie na nowo. A ja? Cóż. będę wspierał zarówno ją jak i mojego syna, z piekielnego TRONU.


Wróć do wyboru rozdziałów

Chapter II

"Birth... Once again



*Tydzień później*
- "Dzień dobry wszystkim! Pragnę przypomnieć, że przerwa już się skończyła! Zajmijcie miejsca i wysłuchajcie co mam wam do powiedzenia" - zaczęła mocnym głosem wychowawczyni klasy 1E
- "Pragnę wam powiedzieć, że w dniu dzisiejszym do waszej klasy dołączy nowa uczennica" - uczniowie popatrzyli po sobie ze zdziwieniem. Jeden z nich z szokiem w głosie zapytał
- "Ale jak to? Tak w środku semestru? Przecież to oszustwo!" - nauczycielka niezbita z tropu odpowiedziała
- "Tak, w normalnych warunkach by to nie przeszło, lecz sam dyrektor szkoły wstawił się za tą dziewczyną, aby mogła zacząć naukę już teraz, zresztą zapewnił całe grono pedagogiczne, że nie odstaje ona umiejętnościami i wiedzą od was, więc nikt nie widział przeszkód, aby dołączyła" - po klasie rozległ się jeszcze cichy szmer z wyrzutami uczniów lecz cały ten szum przerwał dźwięk otwierających się do klasy drzwi
- "Powitajcie zatem nową koleżankę" - i stanęłaś w drzwiach, oczy całej klasy skupione są wyłącznie na Tobie. Opuściłaś zawstydzona głowę i niepewnym krokiem ruszasz w stronę biurka nauczycielki mijając ławki Twoich nowych kolegów z klasy. Słyszysz to raz z prawej, a to raz z lewej jak ktoś pod nosem szepcze coś na Twój temat - lecz twarze Twoich nowych kolegów, po zobaczeniu Ciebie mają się nijak, jak do sytuacji sprzed chwili, gdzie nauczycielka powiedziała im o nowej koleżance. Widać, że Twój uroczy wygląd, stworzył im wizję, bardzo pozytywnej osoby. W momencie gdy stanęłaś w drzwiach sali wszyscy przestali się burzyć, że wkraczasz w połowie semestru. Gdy już dotarłaś do biurka, nauczycielka J'onnel powiedziała
- "No dalej śmiało, przedstaw się" - spojrzałaś jej w oczy, po czym odwróciłaś się w stronę klasy i wydukałaś
- "Jestem.. Kasia. Miło was poznać" - chłopcy w klasie już między sobą wymieniali zdania typu
- "Dandere jak nic!" - zauważyłaś też, że parę dziewczyn już chciałoby Cię poznać bliżej. Wszystko byłoby piękne. gdyby nie fakt, że masz straszny uraz do ludzi po tym co przeszłaś. Nadal boisz się dotyku innych, ciągle zmagasz się z koszmarami, w których wszystko co miałaś zostaje Ci odebrane. - Zrobiłaś sztuczny uśmiech po czym nauczycielka dodała
- "Kasia nie jest stąd, więc nie zna naszych zwyczajów i tradycji, więc mam nadzieję, że wszystkiego ją nauczycie! Bądźcie dla niej mili! - Zajmij proszę miejsce obok Yuari" - po czym wskazała na srebrnowłosą dziewczynę siedzącą w ostatniej ławce samotnie. Spojrzałaś w jej stronę i widzisz, że nawet się nie przejęła, ciągle patrzy z pustym wzrokiem w to co dzieje się za oknem. Nagle klasa wybuchła
- "Coo?! Nie do niej! - Do tego samotnika? - No dajcie spokój, przecież nikt jej nie lubi!" - lecz nauczycielka szybko uspokoiła oburzenie. Zerkasz ponownie na Yuari i widzisz, że żadne z tych słów nawet na nią nie zadziałało
- "Zupełnie jak ktoś przyzwyczajony do tego typu sytuacji" - pomyślałaś i ruszasz zająć miejsce. Z racji tego, że też raczej unikasz kontaktów z ludźmi, czujesz lekki komfort, że trafiłaś akurat na nią. Patrząc na resztę dziewczyn, raczej nie miałabyś życia - ciągłe pytania "Skąd jesteś? Masz chłopaka? Co lubisz? W co się ubierasz? I tak dalej ciągle by Cię nękały.
- "Dobrze już, wszyscy się skupcie, zaczynamy godzinę wychowawczą, mamy parę spraw do uzgodnienia odnośnie nadchodzących testów" - usłyszałaś w tle wychowawczynię J'onnel. Wyjmujesz jakiś brudnopis oraz ołówek i zaczynasz sobie rysować jakieś różne rzeczy. W gruncie rzeczy, nie masz pomysłu na coś konkretnego i zaczynasz rozglądać się po klasie.
- "Wazon z kwiatami? - Niee.. to zbyt banalne i w sumie kwiaty też nie są zbyt ładne.
- Cała klasa odwrócona do mnie plecami? - Niee to zbyt czasochłonne - w końcu rzucasz spojrzeniem na swoją partnerkę z ławki i znajdujesz inspirację w jej pięknych, lśniących srebrnych włosach.
- "Anioł w srebrnych włosach!" - i bierzesz się za rysowanie. Po 20 minutach narysowałaś już całą twarz oraz kawałek tułowia. Efekt zaskoczył samą Ciebie. Nie dostrzegasz jednak, że Yuari kątem oka ciągle spogląda na Twoje wypociny. - Nadal rysujesz zawzięcie nie przykładając uwagi do tego co mówi wychowawczyni. Zaczynasz rysować piękne skrzydła z bardzo dostojnymi piórami, które rozsypują się pod nogi srebrnowłosego anioła. Wtem Twoje zaangażowanie przerywa szum karteczki - karteczki, którą Yuari przesuwa z zawahaniem w Twoją stronę. Odwracasz karteczkę i widzisz na niej "Bardzo ładnie rysujesz". Z racji tego, że też jesteś nieśmiała wykorzystujesz metodę z karteczką i dopisujesz pod spodem - "Dziękuję". Po czym oddajesz. Dziewczyna przeczytała i bardzo delikatnie się uśmiechnęła, co zauważasz kątem oka. W końcu zadzwonił dzwonek. Wszyscy zerwali się z miejsc i wyszli na korytarz - wszyscy poza Yuari, ona nadal wpatrywała się w widok za oknem. Szybko zerkasz na plan lekcji i dostrzegasz, że następna lekcja jest w tej samej sali w której siedzisz teraz, więc decydujesz się zostać na swoim miejscu i dokończyć rysunek. W sali jesteście teraz tylko wy dwie. Podczas rysowania dostrzegasz, że Yuari próbuję się do Ciebie odezwać, ale nie potrafi i kiedy już wyciągnęła w Twoją stronę rękę a jej usta zaczęły się otwierać nagle do sali wparowały Twoje koleżanki z klasy. Yuari bardzo się speszyła. Schowała rękę i wróciła do oglądania tego, co dzieje się za oknem.
- "Kasiu! Chodź z nami! Szybko! Nie siedź z tą przeklętą osobom bo jeszcze Tobie się coś stanie" - koleżanki chwyciły Cię za rękę i wyciągnęły z klasy. Zaintrygowały Cię słowa "[.] przeklętą osobom bo jeszcze Tobie się coś stanie". Lecz nie miałaś czasu o to zapytać, gdyż zostałaś zasypana gradem pytań. Nie odpowiedziałaś na żadne, rzuciłaś tylko "dajcie mi spokój." i lekko przerażona tym całym chaosem i samym faktem, że ktoś Cię dotknął uciekłaś spod klasy. Biegniesz, sama nie do końca wiedząc gdzie, aż trafiasz na dach budynku. Wychodzisz i widzisz, że są tu ławeczki oraz barierki żeby nikt nie wypadł. Siadasz na jednej z ławek i starasz się wyciszyć. Nagle drzwi otwierają się i zauważasz Yuari, ta idzie w Twoją stronę i siada obok Ciebie bez słowa. Po czym odchyla się i patrzy się w niebo.
- "Też przychodzę tu, aby uciec od innych" - powiedziała swoim delikatnym głosem. Spojrzałaś na nią i zapytałaś jednym słowem
- "przeklęta?" w momencie gdy to powiedziałaś, przez głowę, przeleciała Ci cała Twoja tragedia.
- "Nie lubię o tym mówić. Ale Ty jesteś inna. - Nie potrafiłam kontrolować swojej mocy. W gimnazjum popadłam w histerię w efekcie zraniłam setki osób. Ale nie chcę już tego wspominać. Dlatego proszę, nie przypominaj mi już o tym. Teraz jest inaczej, potrafię kontrolować magię, lecz i tak jestem samotna. Może to i lepiej?" - po czym wstała i zaczęła odchodzić
- "Są fałszywe. Uważaj" dodała i wyszła.
- "Zauważyłam" - mówisz sobie w duchu i zamykasz oczy. W głowie natomiast przypomniało Ci się jedno z pytań, które zadały dziewczyny z Twojej klasy, zanim jeszcze od nich uciekłaś
- "Skąd znasz dyrektora, że się za Tobą wstawił?!" - przypominasz sobie ten zimny wieczór, bezpośrednio po wybuchu. Gdy obudziłaś się na trawie a nad Tobą stał jakiś człowiek
- "Czekałem na Ciebie" - powiedział.
- "Nasz pan uratował Ci życie, a ja wypełnię jego wolę ochrony Ciebie" - dodał. Po czym wyciągnął w Twoją stronę rękę i pomógł Ci wstać. Zabrał Cię do swojego domu, naparzył ciepłej herbaty, przygotował jedzenie i gdy usiadł naprzeciwko Ciebie, zaczął mówić
- "Jestem dyrektorem największej w tym państwie Akademii Magicznej. Lecz moje możliwości, również są ograniczone. Jedyne co mogę, to zapewnić Ci zakwaterowanie w akademiku oraz miejsce w którejś z klas. Pamiętaj jednak, żeby nikomu nie wspominać o tym kim jesteś, a nawet o tym kim jestem ja. Żyj i trwaj, dostałaś drugie życie, więc nie zmarnuj go. - Pamiętaj jednak, że jeśli czegoś potrzebujesz, przychodź do mojego domu po 23. W dzień, jesteśmy sobie obcy - trzymajmy się historii, że widziałem jak walczysz z watahą wilków i mi zaimponowałaś. Im mniej powiązań, tym łatwiejsze życie dla Ciebie. A teraz pozwól, że pójdziemy już spać." Powiedziawszy to wstał z krzesła i ruszył dodając "pokażę Ci Twój pokój na dzisiejszą noc".

CDN.


Wróć do wyboru rozdziałów